Budzisz się rano i już wiesz, że coś jest nie tak. Wiesz, że coś nie gra. Czujesz na sobie ogromny ciężar, który uniemożliwia Ci wstanie z łóżka. Głowę wypełniają Ci złe myśli, zastanawiasz się, jakby to było, gdyby… Ciebie nie było. Jak wyglądałby ten pieprzony świat. Zdajesz sobie jednak sprawę, że Twoja śmierć nie zmieniłaby zupełnie nic. Czas biegłby dalej, dni mijałyby dalej. Życie otaczających Cię osób zupełnie by się nie zmieniło. Może przez chwilę wspomnieliby Twoje imię, może zatrzymaliby się na sekundę i może dotarłoby do nich, że życie jest kruche i każdy z nas jest śmiertelny. Zastanawiasz się, kto przyszedłby na Twój pogrzeb, a dla kogo nie byłeś na tyle ważny, by zaszczycił tę ceremonię swoją obecnością. Ludzie tacy są. Zapominają. Dziś jesteś ważny, a jutro już niepotrzebny. Dziś pełnisz istotną rolę w ich życiu, a jutro wyrzucają Cię z niego jak śmiecia. Tak działa ten świat i dochodzisz do wniosku, że Twoja śmierć nic nie zmieni. Będziesz tylko kolejnym, który nie wytrzymał presji życia. Kolejnym człowiekiem, któremu pękło serce i kolejnym, który targnął się na swoje życie.

Wstajesz powoli z łóżka, z tym przytłaczającym ciężarem na plecach. Odsłaniasz zasłony i widzisz szare niebo, szare łąki i szare, brzydkie lasy, a zza szarych chmur dostrzegasz szare słońce. Kolory straciły swoją barwę, podobnie jak swoją barwę straciło Twoje szare, beznadziejne życie. Udajesz się powoli do łazienki, patrząc na swoje szare, smętne odbicie, w którym widzisz cień człowieka. Twoje oczy nie mają już koloru i dawnego błysku. Twoja twarz wydaje się równie szara, co otaczający Cię świat i tak samo jak oczy, nie ma już kolorów.

Patrzysz się na swoje odbicie i zastanawiasz się, gdzie podział się ten człowiek, którym byłeś kiedyś. Gdzie podziały się marzenia, plany, cele. Gdzie podziała się uśmiechnięta twarz i humor, który zawsze Ci dopisywał. W którym momencie życia stałeś się człowiekiem, którym jesteś teraz? Rozpamiętujesz te wszystkie błędy, które popełniłeś. Przez głowę przelatują Ci setki, o ile nie tysiące, myśli. Takich myśli, jakich nie życzyłbyś nawet swojemu wrogowi. Myśli, które namawiają Cię do skończenia ze sobą, myśli, które sprawiają, że czujesz się nikim. Nic nie wartym człowiekiem. Cieniem dawnego siebie.

Nie możesz ze sobą wytrzymać. Zwracasz się do Boga, jeśli istnieje, niech zabierze Cię z tego świata. Niech weźmie Cię za rękę i niech zaprowadzi w lepsze miejsce. Nie chcesz już żyć, chciałbyś znów być szczęśliwy, ale wiesz, że to niemożliwe. Przez głowę znów przepływają Ci tysiące myśli, przypominasz sobie, jak wiele osób zraniłeś. Jak wiele złych rzeczy zrobiłeś. Nie zasługujesz na to, żeby dalej żyć. Jesteś złym człowiekiem. Tacy, jak Ty, nie zasługują na to, żeby dalej żyć. Może to właśnie kara za te wszystkie złe wybory. Może od początku było Ci to pisane, bo jeśli nie było, to dlaczego, do cholery, tak jest?

Chciałbyś kogoś przytulić i jednocześnie odepchnąć od siebie. Chciałbyś się rozpłakać, nie mając sił na płacz. Chciałbyś się zabić, ale nie masz nie odwagi na samobójstwo. Wegetujesz więc w swojej szarej codzienności i boisz się kolejnego dnia.

Zapalasz papierosa i bierzesz łyk alkoholu. Zaciągasz się, a myśli w głowie stają się aż słyszalne. Standardowo nie słyszy ich jednak nikt… z wyjątkiem Ciebie. Głośny szum ogarnia całą Twoją głowę, nie potrafisz skupić się na niczym. Siadasz w kącie z butelką w ręce i papierosem w ustach. Po policzkach zaczynają spływać Ci łzy. Pełne smutku, żalu i goryczy. Wszystkie złe myśli kłębią się w Twojej głowie i masz wrażenie, że ten stan już nigdy nie minie. Wszystko dookoła Ciebie przestaje istnieć. Jesteś sam na sam ze swoją głową. Myśli jest coraz więcej, stają się coraz głośniejsze. Słyszysz je wszystkie bardzo dokładnie. Dopijasz alkohol i rzucasz w ścianę butelką, która rozbija się na milion drobnych kawałków. Na chwilę wszystko cichnie, a Twój wzrok zatrzymuje się na półce. Leżą na niej tabletki. Czyżbyś znów zapomniał połknąć swoje pigułki?

Pierwsza część -> Sprawię, że przez chwilę będziesz miał depresję.