Którzy wyjeżdżając ze skrzyżowania z piskiem opon, przecinacie nasz pas, powodując u nas zawał serca.

Rowerzyści zajmują specjalne miejsce w moim sercu, zaraz obok teściowych, które wypełzły z puszki Pandory. Jestem nawet zdania, że rowerzyści wypełzli z niej zaraz po teściowych. Za nimi oczywiście standardowo – rudzi i geje.

Nie ma nic piękniejszego od rowerzysty, który zajeżdża Ci drogę, pojawiając się gdzieś mniej więcej znikąd, powodując u Ciebie mroczki przed oczami i wylew. Do diabła z Wami, drodzy rowerzyści. Jesteście gorsi niż motocykliści. Tych przynajmniej słychać, nim się zjawią. A Wy magicznie pojawiacie na drodze niczym przyczajone ninja, czekając tylko na moment, w którym możecie komuś przeciąć drogę swoim dwukołowym rydwanem.

Zdecydujcie się. Albo jedziecie ścieżką dla rowerów, albo drogą, albo chodnikiem. Nigdy nie łączcie ze sobą tych trzech możliwości, bo u nas, kierowców, powodujecie automatyczne wkurwienie. Nie zdziwcie się, jak kiedyś bardzo się zdenerwujemy i Was rozjedziemy. Bo aż się o to prosicie.

Ja wiem, że wygodnie i szybko jest jechać trochę drogą, trochę chodnikiem, a trochę ścieżką. To bardzo przemyślana strategia. Jedziecie drogą dopóki nie zapali się czerwone światło. Wtedy sprytnie wbijacie się na chodnik, prawie rozjeżdżając przechodniów, po to, żeby zaraz teleportować się na ścieżkę rowerową, a później znowu na chodnik, bo przecież na przejściu DLA PIESZYCH zapaliło się zielone światło, a Wy nie lubicie czekać.

Wyobrażacie sobie prowadzić w ten sposób samochód? Wyobrażacie sobie jechać samochodem po drodze, żeby w momencie, kiedy zapali się czerwone światło, wpierdolić się furą na chodnik i najechać komuś na stopę, nie krzycząc nawet “przepraszam”? Do diabła z Wami, drodzy rowerzyści.

Następnym razem wystawcie te jebane ręce, żeby zasygnalizować zamiar skrętu i nie przecinajcie nam nagle drogi. My, kierowcy, też jesteśmy ludźmi. I choć prawa dżungli mówią, że nie wolno nam się ze sobą przyjaźnić, ani nawet lubić, to miejcie na uwadze chociaż swoje własne życie. My ważymy tonę, a Wy dziesięć razy mniej. Wiecie co z Was zostanie jak Was rozjedziemy?

Nie macie dodatkowych praw. Nie macie przywilejów. Kiedy jedziecie drogą, jesteście tak samo jak my, zobowiązani do przestrzegania przepisów. A jeśli macie przyjemne usposobienie, to możecie czasem zjechać nieco ze środka drogi i zaprzyjaźnić się z poboczem. Ułatwicie nam życie, drodzy rowerzyści.

Ale i tak do diabła z Wami.

Komnata tajemnic

Polecam wpaść na mojego facebooka, do którego dostęp macie na dole strony. Czasem coś śmiesznego się na nim pojawi. Oprócz tego oczywiście wiecie, co kiedy, gdzie i jak.