Dlaczego o zmarłych pamiętamy najczęściej tylko raz w roku, kiedy zbliża się Uroczystość Wszystkich Świętych?

Korki, brak miejsc parkingowych, sklepiki ze zniczami, mnóstwo ludzi – od razu wiadomo, jaki dzień się zbliża. Ludzie zjeżdżają się z różnych miejsc świata, żeby odwiedzić groby zmarłych bliskich osób. Przez cały rok nie mają czasu, zajęci pracą i szybkim życiem, nie myślą o ludziach, którzy zostali pochowani. Łatwo zapomnieć o osobach, które odeszły, kiedy prowadzi się szybkie życie w wielkim świecie. Ludzie spędzają całe dnie w pracy albo na studiach, a kiedy są w domu, mają dużo innych zajęć, które pochłaniają ich w całości. Często nie dysponują nawet czasu na ugotowanie obiadu, a co dopiero na pamięć o zmarłych. Dlatego właśnie w te dwa dni w roku – Uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny – ludzie przyjeżdżają na cmentarze, żeby upamiętnić śmierć rodziny, znajomych, przyjaciół.

Jedyne, co bardzo nie podoba mi się w tym święcie, to komercjalizacja. Nieraz widziałam na cmentarzach budki z jedzeniem. Kiełbaski, obwarzanki, hot-dogi. Ludzie zamiast skupić się na zmarłych, idą na cmentarz, żeby się najeść, porozmawiać z sąsiadami, zobaczyć, kto ma lepszy samochód i kto jest lepiej ubrany. Znicze kupują największe jak się da, nie dlatego, że takie im się wyjątkowo podobają, lecz dlatego, żeby pokazać znajomym, że ich stać. Dzień, podczas którego powinniśmy pamiętać o zmarłych osobach staje się dniem, kiedy mamy okazję pokazać innym, że jesteśmy od nich lepsi, bo przecież mamy ładniejsze, większe znicze, markowe buty, ciuchy najlepszych projektantów i pracujemy na wysokim stanowisku. Bardzo smuci mnie ta rywalizacja, jaka wtedy rozgrywa się między ludźmi. Smuci mnie również fakt, że ze święta, podczas którego powinniśmy wspominać zmarłych, zrobiło się święto komercyjne. Niestety tak już chyba musi być, bo Uroczystość Wszystkich Świętych wcale nie jest jedynym świętem, które jest nastawione na sprzedaż. Wystarczy wybrać się do supermarketu, żeby zobaczyć Mikołaje z czekolady, które na półkach leżą już od października.

Nie chodzę na cmentarz 1 listopada. Męczą mnie tłumy osób, jeszcze większa ilość samochodów i przechwalający się ludzie, którzy stoją między grobami po to, żeby porozmawiać, ewentualnie zapalając przy okazji znicz. Nie bawi mnie również jedzenie kiełbasek, które są sprzedawane na cmentarzach. Bardzo jednak podoba mi się klimat, który panuje na cmentarzu, kiedy już większość ludzi wróci do domu. Ta ogromna ilość zniczy, które powoli się palą praktycznie na każdym grobie. To jest piękny widok. Żałuję jedynie, że nie mamy możliwości oglądać tego częściej niż raz w roku.

Jeśli wybieracie się pierwszego listopada na groby, to pamiętajcie, że tego dnia najważniejsze są zmarłe osoby, a nie to, co macie na sobie, czy to, czym przyjechaliście. Poświęćcie ten dzień na pamięć o ludziach, których już wśród nas nie ma. To jest ich dzień. To nie kiełbaski, obwarzanki, czy hot-dogi są najważniejsze, lecz nasi bliscy, do których przyjechaliśmy.

  • Ja nie lubiłam nigdy tego święta, właśnie przez to, że wiele ludzi zagubiło gdzieś jego sens. O obwarzankach nie słyszałam wprawdzie (oO), ale rewia moda cmentarzowej to był coroczny rytuał. Futra, ekstrawagancje buty itp. No i konkurs na znicze, kto większe i “strojniejsze”. Jedynie co lubiłam ze swieta 1 listopada to rozświetlony cmenatarz noca… Wtedy dopiero był czas na chwilę zadumy.

    • To prawda, cmentarz wieczorem wygląda fantastycznie. A co do sensu… No
      cóż, wszędzie wchodzi komercja, teraz praktycznie każde święto jest
      skomercjalizowane.

  • Kiełbaski sprzedawane na cmentarzu to autopsja czy metafora? Na tym w pobliżu mojej parafii w okresie wszystkich świętych niby stoi nieśmiertelne stoisko z odpustowymi ciastkami. Ale żeby od razu gorący catering? W jakim mieście są takie atrakcje?

    • W przeróżnych miastach w Polsce, w których albo widziałam to na własne oczy, ale słyszałam z opowieści znajomych.