Tak się odzwyczaiłam od pisania i bloga, że wymyślenie samego tytułu zajęło mi tyle, ile zwykle zajmuje napisanie całego tekstu. Fuck.

Wyznaję taką fajną, prostą zasadę, że jak nie mam gdzie narzekać, to narzekam na blogu. Przez ostatnie dni niewiele klikałam po klawiaturze, chyba że możemy wziąć pod uwagę scrollowanie facebooka i przeglądanie już dawno nieśmiesznych memów. Głównie całymi dniami wlewałam w siebie hektolitry piwa i drinków, bo jak przepić, to całą wypłatę naraz, co nie? Dzisiaj jednak muszę w końcu zmierzyć się z klawiaturą, ale motywację mam średnią i podejście też jakieś nie takie, więc boję się, że wygra moje lenistwo. Póki co jednak trzymam się dobrze – napisałam w końcu aż 112 słów. To mój rekord w ciągu ostatnich tygodni.

Dziś trochę sobie pogderam o pracy w domu oraz jej wadach. Standardowo zamiast wziąć się za pracę, muszę najpierw podyskutować na jej temat i wylać swoje, długo zbierane, gorzkie żale. No ale przecież, jak się to mówi, kto nie pracuje, ten nie pije szampana. Czekaj, to nie tak szło?

Motywacja

Nie mogłabym tego punktu wymienić nigdzie indziej, niż właśnie na samym początku tej strasznej góry lodowej. Motywacja to suka. I nie, wcale nie jest tak, że codziennie budzisz się pełen motywacji, robisz sobie pyszną kawkę i popierdzielasz w podskokach do komputera z uśmiechem na ustach i chęcią do życia. Wcale nie jest tak, że otwierasz program do pisania, photoshopa, czy jakikolwiek inny program, w którym pracujesz i przelewasz górę pomysłów na wyimaginowany papier. Raczej zaczynasz dzień od narzekania, że motywacja, ta pieprzona suka, znowu Cię opuściła i zostawiła w najgorszym momencie, bo dni lecą jak z bicza strzelił, a Ty jeszcze… nie zrobiłeś nic. Nie pozostaje Ci więc nic innego do zrobienia, jak zrobienie kawy, która smakuje jak siki goblina i którą pijesz, stresując się tym, że deadline zbliża się wielkimi krokami. Ale przecież nie możesz tak od razu przysiąść do pracy, więc najpierw sprawdzasz maila, a dwie godziny później, sam nie wiesz, jakim cudem, znajdujesz się już na facebooku. W międzyczasie zrobiłeś sobie już trzy kawy, sześć herbat, wypaliłeś osiem papierosów i dwa razy wyszedłeś z psem. A praca czeka i już powoli masz wrażenie, że szyderczo śmieje Ci się w twarz.

Brak szefa

Szczególnie przy wykonywaniu dodatkowych zleceń. Problem praktycznie identyczny jak w przypadku motywacji. Z jednej strony brakuje Ci szefa, który jasno i wyraźnie mówi Ci, co masz robić, a z drugiej strony cieszysz się, że nie masz nad sobą tego buca, który codziennie rano przyprawiał Cię o zawrót głowy. Przynajmniej możesz wypić w spokoju kawę i poplotkować przez telefon. Co niestety prowadzi do tego, że deadline coraz bliżej, a Ty… gówno zrobiłeś.

Zawsze jest coś do zrobienia

Zawsze znajdzie się coś, co trzeba zrobić. A to zatkał się zlew, a to pranie czeka na wywieszenie, albo obiad na zrobienie. Pies się zesrał, kot zesikał, brakło chleba do kanapek. Wszystko to, czeka aż ruszysz swoje szanowne dupsko i się tym zajmiesz. A najgorszy moment jest wtedy, kiedy zabierasz się do pracy i okazuje się, że teściowa wpada na popołudniową kawkę, bo jej się nudzi. Cholera jasna. Czy żeście się wszyscy uwzięli na nas, biednych i spracowanych, freelancerów? Schowajcie się ci, którzy pracujecie w hucie! Nie wiecie co to ciężka praca! #ironia

W rzeczywistości okazuje się, że zlew nie umrze, jeśli nie zostanie odetkany, pranie może zgnić w pralce, a obiad najlepiej zamówić. Psa wyrzuć na balkon, kota za balkon, a kanapka smakuje równie dobrze bez chleba. Nie że lenistwo. Po prostu spryt i wygoda.

Sprzęt

Choćbyś nie wiem jak dobry sprzęt miał, to zawsze wtedy, kiedy zabierasz się za pracę, coś musi pójść nie tak. Telefon nie chce wykonać połączenia, dostawca internetu nawala, komputer się zacina, aparat jest rozładowany, a w pieprzonej drukarce nagle brakuje tuszu. Prawda jest taka, że wszystkie te urządzenia żyją w zmowie i skutecznie próbują zniechęcić Cię do tej strasznej katorgi, jaką jest Twoja praca. Nie pozostaje Ci więc nic innego niż pójść zapalić papierosa. A praca czeka i gnije.

Jest tyle ciekawszych rzeczy…

W tym czasie mógłbyś zrobić tyle ciekawszych rzeczy. Przecież czeka na Ciebie kolejny odcinek ulubionego serialu, piwko ze znajomymi, czy fajny wypad chujwiegdzie. A Ty, biedy wolny strzelcu, musisz męczyć się z pracą.

No ale w końcu, kto nie pracuje, ten nie pije sza… A nie, to już było.

  • Dobra, może jak tu się wyrzygam, to mi będzie lepiej, a klienci i współpracownicy tego nie zauważą. 😉
    Pracuję w zajebistym miejscu, które jest kopalnią artyzmu, kreatywności, biznesu i wiedzy o życiu.
    Problem w tym, że jestem szefem.
    Mogę więc sobie przyjść do pracy albo nie przyjść. Mogę zrobić wszystko z wywieszonym jęzorem albo nie robić nic, bo, jak piszesz, motywacja to suka.
    Czułabym się zatem jak na freelansie, ale jest ten jeden drobny mankament, że jeśli ja nie przyjdę do pracy, to ktoś z zespołu nie przyjdzie na następny dzień. Jeśli mi się nie będzie chciało, im też nie.
    Z jednej strony zatem marzę o indywidualnej pracy z kompem w domowych pieleszach, z drugiej… to ludzie właśnie motywują mnie do działania (albo sprawiają, że chce mi się rzygać, zdarza się i tak).
    Jestem w rozterce i zawsze będę.
    Motywacja to suka, potwierdzam.

    • Motywacja to największa suka jaka istnieje. Nie ma jej zawsze wtedy, kiedy jest potrzebna.

  • Pingback: Zalety pracy w domu - FAJFEREK()