Nie ma nic gorszego na tym świecie (niech głód i wojny się schowają) od blogerów, którzy pozwalają na hejt w komentarzach. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu, przejdzie Ci ochota na przyjmowanie sobie do serca tak ładnie zwanej “konstruktywnej krytyki” i zaczniesz zwracać uwagę na to, co ludzie o Tobie piszą.

Już kiedyś wypowiadałam się na ten temat i całkiem Wam się mój tekst spodobał. Szukaliście później linka do niego, ale niestety mój blog przechodził ciężkie czasy i tekst rozpłynął się w powietrzu. Metaforycznie, bo prawda była taka, że po prostu przestałam opłacać faktury za usługi hostingowe i mnisi z zenboxa odłączyli mi usługę. Uważam jednak, że to na tyle ważna sprawa (usuwanie komentarzy, a nie płacenie faktur, choć o te również warto zadbać), że muszę poświęcić jej ten jeden tekścik.

Trochę o usuwaniu komentarzy mogę powiedzieć, bo w swojej jakże zawirowanej, blogowej karierze popełniłam kiedyś post, którego skutki odczuwam do dziś. Napisałam bowiem tekst o blogerko-modelkach plus size, przez co zostałam zjechana od góry do dołu. Tak, jeśli pamiętasz ten tekst, to ja. To ja popełniłam to, kurwa, gigantyczne przestępstwo i potraktowałam nasze kochane, puszyste panie z nutką ironii oraz szczyptą satyry. Wieszano wtedy na mnie psy tak, jak nigdy wcześniej, a muszę przyznać, że napisałam wiele kontrowersyjnych tekstów. Do czego dążę? Do komentarzy, of kors.

Zarzucano mi wtedy (oprócz tego, że jestem pojebana), że usuwam komentarze, które mnie strofowały, czy też “konstruktywnie krytykowały”. I muszę przyznać, że taka była prawda. Usuwałam wszystkie komentarze, które moim zdaniem nie nadawały się, by zajmować miejsce na moim blogu. Bo widzicie, to nie jest tak, że musicie przepuszczać wszystkie komentarze i przymykać oko na krytykę, czy też hejt. Na Waszej stronie możecie robić absolutnie to, na co tylko macie ochotę. Nikt nie ma prawa zarzucać Wam, że usunęliście jego komentarz, bo dopóki jesteście u siebie, możecie rządzić. I tak też zarzucano mi. “Cenzura, cenzura!” – krzyczano. Ano, cenzura. I chuj Wam do tego.

Na swojej stronie macie czuć się jak w domu. Otaczajcie się miłymi rzeczami, miłymi ludźmi, pozytywną energią. Nie dajcie sobą pomiatać, ani rządzić. Jeśli zastanawiacie się, czy powinniście usunąć jakiś komentarz, to znaczy, że powinniście. Usuwajcie wszystko, nad czym się zastanawiacie, czy powinniście. Bo jeśli w ogóle się zastanawiacie, to znaczy, że już coś jest nie tak.

Często się słyszy, że krytyka („konstruktywna”, to określenie jest ostatnio na topie), to nie hejt. Bandy łosi się oburzają, bo usunąłeś ich komentarz, a to przecież była tylko krytyka (i to w dodatku „konstruktywna!”). Ustal sobie, że usuwasz wszystko, co chociaż trochę Ci się nie spodoba. Nie możesz zmieniać się pod czyjeś dyktando. Zapamiętaj, zapisz, a najlepiej wyryj na ścianie. A najlepiej zalajkuj mój fanpejdż, bo coś czuję, że jeszcze Cię tam nie ma. Na co czekasz?

Wrzucę Wam tutaj jeszcze pointę z mojego dawnego tekstu, bo Wam się kiedyś spodobała.

Konstruktywna krytyka jest jak ładnie opakowane gówno. Z wierzchu spoko, ale to dalej gówno.